GAZETA WYBORCZA - BYDGOSZCZ (2013-11-29 Autor: ALEKSANDRA LEWIŃSKA)

Niemal 700 transplantologów spotkało się w Bydgoszczy

Aleksandra Lewińska
  - Jesteśmy tu, by pokazać siłę polskiej transplantologii. By ludzie docenili, co już mamy i chętniej godzili się, by ratować innym życie - mówią. Chcą też odkręcić negatywne skutki niedawnej wypowiedzi prof. Jana Talara.

XI Kongres Polskiego Towarzystwa Transplantologicznego odbywa się w Operze Nova. Rozpoczął się w czwartek i potrwa do niedzieli. Przyjechali do nas lekarze z całego kraju.

- Podczas piątkowej sesji plenarnej pokażemy siłę polskiej transplantologii - zapowiada prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, konsultant krajowy w dziedzinie kardiochirurgii, zajmujący się transplantacją serca i płuc.

- A mamy się czym chwalić, choć zbyt rzadko to robimy - dodaje prof. Zbigniew Włodarczyk, bydgoski lekarz, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, który organizuje kongres. - Gdy prezydent Obama zapowiedział, że przeznaczy 100 mln dolarów na badania komórek macierzystych, zrobiło się głośno. A nasz rząd dofinansował narodowy program medycyny transplantacyjnej kwotą 150 mln dolarów. Dofinansowanie rozłożone jest na dziesięć lat, ale kwota - niebagatelna. Dzięki temu nasza transplantologia jest na coraz wyższym poziomie.


Transplantolodzy podkreślają, że do rozwoju ich dziedziny nie wystarczą pieniądze. - Liczba oczekujących na przeszczep rośnie - mówi prof. Roman Danielewicz, dyrektor Poltransplantu. - Dlatego też tak ważny jest rozwój sieci koordynatorów transplantologii. Mamy ich już ponad 200, pracują nawet w niewielkich szpitalach, gdzie transplantologii nie ma, ale można pobrać narządy do przeszczepu. Druga sprawa to budowanie pozytywnego wizerunku transplantologii. Nie będzie się rozwijać bez tego specjalnego daru, jakim jest żywy narząd. Jeśli coraz więcej osób nie powie: tak, jeśli umrę, możecie wziąć moje narządy.


Prof. Zembala: - Dziś transplantologię traktuje się jako dźwignię rozwoju całej medycyny. Niestety, takie wypowiedzi, jak niedawne wystąpienie prof. Jana Talara, szkodzą, niweczą dokonania.


Prof. Talar na początku października na ogólnopolskim sympozjum anestezjologów w Poznaniu oświadczył, że "śmierć pnia mózgu nie istnieje", więc chirurdzy wycinają serca żywym ludziom. Już wówczas, na gorąco, w tej sprawie interweniował i prof. Włodarczyk (w imieniu Towarzystwa Transplantacyjnego) i prof. Danielewicz.


- Nigdy jeszcze ktoś, u kogo dokonała się śmierć mózgu, nie został wybudzony - mówi prof. Zembala. - Prof. Talar jest świetnym rehabilitantem, ale nie neurochirurgiem. Czasem nie wie, co mówi. I właśnie dlatego spotykamy się w Bydgoszczy, by te negatywne sygnały dotyczące transplantologii przykryć, odkręcić. Mamy demokrację, każdy w tym kraju może powiedzieć co chce, ale nie każda wypowiedź powinna być dyskutowana jako teza naukowa.


Prof. Danielewicz: - Na szczęście wystąpienie prof. Talara nie wpłynęło na zmniejszenie liczby dawców narządów. Bliscy pod wpływem jego opowieści nie zmieniają zdania. Ale wpływa więcej sprzeciwów. Dotąd rocznie mieliśmy ich 400, a w tym roku tyle wpłynęło tylko w ostatnich tygodniach.


Jarosław Czerwiński, dyrektor medyczny Poltransplantu zdradził w czwartek, że wkrótce rozszerzy się krąg dawców narządów.


- Polskie prawo od lat pozwala na pobranie narządów od osób, które nie żyją, bo umarł mózg, ale jeszcze bije serce - mówi. - Ale pozwala też na pobranie narządów od zmarłych, u których ustało krążenie. W takiej sytuacji wymagana jest jednak drobiazgowa analiza. W związku z rozwojem transplantologii mamy już możliwości, by takiej oceny dokonać, dlatego myślę, że od przyszłego roku zaczniemy od takich osób pobierać narządy.

Prawo